Ikar za ciężką prace skazany na śmierć…

Ikar za ciężką prace ...

W Przystani zamieszkał nowy koń.  Sponiewierana, wyniszczona istota.

Informacja o nim spłynęła do nas, kiedy ratowaliśmy innego konia. Wiedzieliśmy, że na  ocalenie dwóch istot nie uzbieramy.  Łzy napływały do oczu, bo  czytając jego historię mieliśmy przed oczami wielu naszych ocalonych – Leśnego, Jordana, Stellę… Wiele koni o podobnej przeszłości było i jest pod naszą opieką.  To historia o dobrym końskim pracowniku, który był wykorzystywany  od wczesnej młodości.

Ciężko harował w lesie, przy zrywce drzewa. Każdego dnia pokornie wykonywał swoje obowiązki. Dzień w dzień pracował  ponad swoje siły na siano i dach nad głową. Kiedy zabrakło zdrowia, jego wyniszczone ciało odmówiło posłuszeństwa, nie mógł liczyć  na opiekę, emeryturę, godną starość.  Stał się ciężarem, darmozjadem, dla którego nie było już miejsca pod dachem, ani nie zasługiwał na siano. Został potraktowany jak przedmiot, który się zepsuł i którego trzeba się było jak najszybciej pozbyć.

Jego właściciel chciał odzyskać pieniądze i sprzedał go skupu koni rzeźnych. Na Ikara zapadł wyrok. Nie było posiedzenia sądu, ani adwokata. Nikt nie  przemówił w obronie wiernego i oddanego pracownika, który całe życie harował, ponad siły, dla nas ludzi… Nikt go nie pożałował, ani nie obdarzył współczuciem… Ikar pracował, aby zadowolić człowieka, dawał z siebie wszystko… Jego marzenia o miłości, godnej starości, na którą przecież ciężko pracował, roztrzaskały się o rzeczywistość, dokładnie tak w micie o Ikarze, roztrzaskały się marzenia o lataniu.

Na całe szczęście los Ikara nie skończył się w rzeźni. Nie mieliśmy możliwości uratować dwóch koni, ale nie mogliśmy się pogodzić z wyrokiem, jaki na niego zapadł. Na pomoc przyszła Fundacja Centaurus. Dzięki ogromnemu wsparciu dobrych ludzi, konia udało się wykupić. Dziś w nocy przyjechał do nas. Zamieszkał w Przystani. Jest zniszczony, ma pęknięte oba kopyta. Ma ogromne problemy ze stawami, potrzebuje suplementów, leków, witamin. Po ciężkiej pracy nie ma nic swojego, nawet kantara.  W piątek  czeka go wizyta weterynarza. Po niedzieli  wizyta kowala.

Całe życie ciężko harował dla ludzi, w zamian nie dostał nawet dobrego słowa. Wierzymy, że nie zostawicie tego steranego życiem biedaka bez pomocy.